reklama

07 grudnia 2017

Zmęczony, ale szczęśliwy wrócił z Australii

Zmęczony, ale szczęśliwy wrócił z Australii

Zawodnik leszczyńskiego speedrowera Mateusz Ludwiczak wczoraj wieczorem wrócił do Leszna. Za nim był długi lot z Australii, gdzie startował w Mistrzostwach Świata w speedrowerze. Mateusz był kompletnie zaskoczony powitaniem jakie zgotowali mu przyjaciele z LKS Szawer Leszno.

M. Ludwiczak do Australii wyleciał na początku listopada. Udziałem w eliminacjach zapewnił sobie walkę w finale Indywidualnych Mistrzostw Świata w speedrowerze. Ostatecznie zajął w nich 14 miejsce.

Kapitan leszczyńskich zawodników dołożył swoją cegiełkę do zdobycia przez Polskę pucharu federacji speedrowerowej.

W mistrzostwach świata par wystartował z Bartkiem Grabowskim i Marcinem Kołatą. Wspólnie zdobyli srebro.

- Poznałem smak sukcesu bycia w finale - Mateusz powiedział tuż po wyjściu z pociągu na dworcu kolejowym w Lesznie. - Nie udało mi się zdobyć tytułu mistrza, ale to daje mi do myślenia.

Czternaste miejsce na świecie zawodnik uważa za dobre.

- Chciałem być w finale i to osiągnąłem. Duże zaskoczenie, że trener kadry pozwolił mi pojechać w parach. Powiedział krótko, że się starałem przez całe zawody, dlatego wziął mnie do trójki, która miała walczyć w rywalizacji par. Udało się nam zdobyć drugie miejsce.

Wczoraj widać było zmęczenie na twarzy Mateusza. Nie ma się co dziwić, w samolocie spędził 36 godzin, potem kolejne kilka w pociągach. Do Leszna dotarł przed godziną 19. I zapowiedział, że w czwartek stawi się na treningu.

(jrs)

Fot. Justyna Rutecka-Siadek