reklama

10 października 2018

Mogę zagwarantować największe gwiazdy

Mogę zagwarantować największe gwiazdy

W najnowszym wydaniu gazety "ABC" rozmowa z Jerzym Satanowskim, nowym kierownikiem artystycznym Teatru Miejskiego w Lesznie. Opowiada m. in. o bezdomności, której tu doświadczył i o teatrze, który chce robić w naszym mieście.

To o czasach bezdomności w Lesznie:

- Znałem tutaj zarówno wszystkich artystów, jak i tych, którzy się zajmowali nieco gorszymi profesjami. Wiedziałem, kto jest złodziejem, kto prostytutką. Jak się siedziało nocą na dworcu lub grało do tańca w klubie, to się poznawało wszystkich.

A to o teatrze:

- Na pewno nie będę dążył do tego, by zmienić charakter tego teatru. Uważam, że jedyny teatr w mieście powinien być teatrem misyjnym, czyli takim, który musi publiczności pokazywać różne rzeczy. Chciałbym też podkreślić, że nie przyszedłem tutaj ratować jakiegoś podupadającego teatru, tylko raczej kontynuować to, co się udało.

Ma sporo pomysłów na to, jak urozmaicić leszczyńską scenę. Bardzo bliski jest mu teatr piosenki.

- Dobrze by było, gdybyśmy poszukali trochę dodatkowych pieniędzy na te muzyczne rzeczy, żeby nie uszczuplać budżetu teatru. Mamy już z dyrektorem plany, jak je spróbować pozyskać. Gdybym miał trochę pieniędzy, mógłbym zagwarantować największe polskie gwiazdy śpiewające, od Celińskiej, Tkaczowej, Zamachowskiego, poprzez Żmijewskiego, Barcisia i innych, którzy są u szczytu popularności. Od lat z nimi współpracuję, a śpiewają za "psie pieniądze", bo ubóstwiają dobrą literaturę piosenkową.

Planuje też raz w roku robić warsztaty mądrej piosenki dla wokalistów i muzyków z Leszna i okolic.

- Byłby to tydzień warsztatów z udziałem wybitnych śpiewających aktorów (takich jak Stanisława Celińska, Zbigniew Zamachowski, Artur Barciś), którzy byliby profesorami. Marzę też, żeby wciągnąć do tego przedsięwzięcia miejscowych muzyków. W ten sposób chciałbym się dowiedzieć, kto tutaj gra i śpiewa, i zaprosić tych najzdolniejszych do współpracy z teatrem. Finałem warsztatów byłby niebiletowany koncert, żeby jak najwięcej ludzi przyszło posłuchać mądrych, czasami śmiesznych, a czasami smutnych piosenek w wykonaniu amatorów, którzy czasem pokazują, że potrafią lepiej, albo więcej, albo ciekawiej od zawodowców.

 
Cała rozmowa w najnowszym wydaniu Gazety "ABC".
 
 
(kin) Fot. K. Zydorowicz